Witam serdecznie, tu znowu Rosiu,
tym razem chodzi o wycieczkę, odbędzie się ona w NIEDZIELĘ, więc wszyscy Ci, którym soboty nie pasują, mają wyjątkową okazję do nas dołączyć.
Jedziemy nad zalew 'Patyki' nieopodal Zelowa, tam można się będzie poopalać, popływać, wypić jakiś chłodzący, bąbelkowany napój i możemy rozpalić sobie ognicho...
zbiórka jak zwykle o 10.30 pod Akademią Świętokrzyską w NIEDZIELĘ
i druga sprawa, czy jest ktoś chętny na dłuższą, max. 2-tygodniową wyprawę będzie to prawdopodobnie wyprawa wzdłuż wybrzeża, ale nie ma jeszcze 100%-owej pewności, gdyż organizujemy to we współpracy z bełchatowską Załogą Rowerową 'Zgrzyt', więc musimy podjąć wspólną decyzję
przewidywany termin początek sierpnia, noclegi w namiotach, wyżywienie itp. we własnym zakresie, nie pobieramy żadnych opłat
kontakt gg: 8351294, kom. 604 078 320
pozdrower i do usłyszenia
ps. informację proszę przesłać do wszystkich znajomych, dziękuję
oj wycieczka była świetna... to juz (albo dopiero) moja druga wycieczka z masochistami i na obu bylo bardzo milo.... dziekuje Owcy za pomoc w jeździe pod koniec i Rosiowi i przepraszam za ciężarówke :wstyd:
_________________ Widzisz tę noc? Takie noce sie karmi...
No było nieźle Ale stwierdziłam po tym wypadzie że moja kondycja pozostawia duuuużo do życzenia A co do Rosia to juz zaczynam zbierac puszki i butelki :rotfl: oddam potem do skupu i wystawie mu pomnik :padam: bo gdyby nie on, nie byłoby mnie teraz chyba wśród żywych :hyhy: A ! No i przepraszam za manetki i kieszeń ... :zawstydzony:
e tam...jakie znowu puszki, jaki pomnik..przecież jeszcze żyję i to całkiem nieźle chyba...
aha..kobitki, nie ma za co przepraszać...TIRów się nie boję, a na kieszeń poszło kilka szwów wymyślonym przeze mnie ściegiem i już się trzymają kupy...pupy...
a rogi? jednym z ich zadań jest chronić manetki, więc się sprawdziły i tyle...dejta spokój..
do zobaczenia na następnej wycieczce 23 lipca, nad Zalew Cieszanowicki
feety, ano normalnie wejdę jak zawsze i oblukam foty
_________________ "Szczęście jest jak motyl...
Gdy będziesz próbował go złapać - nie uda Ci się...
Gdy będziesz stać spokojnie - może usiąść Ci nawet na ramieniu"
Fotki wypaśne :hahaha: Staszka co tam się tak kryłaś na niektórych zdjęciach ładnie to tak fajna ta focia Twojej buźki (nr 28), a następna to Twoje cyce a te dalej to nie wiem kogo no loooool Ficia może to Twoje :luka: nawet dupy żeście fotografowali, no nie mogę :hahaha: A kto tam tak sobie ręce poździerał strasznie ogólnie fajne, z jajem fotki :ok: że tak powiem po kaczemu : kól :super:
_________________ "Szczęście jest jak motyl...
Gdy będziesz próbował go złapać - nie uda Ci się...
Gdy będziesz stać spokojnie - może usiąść Ci nawet na ramieniu"
ja sie nie chowam przed zdjeciami..... tylko oni mi robia jak w dziwnych poznach jestem
no też ale fotki są świetne i ładnie wyszłaś na wszystkich (inni też pikni są) i ten Twój uśmiech miodzio :kiss:
_________________ "Szczęście jest jak motyl...
Gdy będziesz próbował go złapać - nie uda Ci się...
Gdy będziesz stać spokojnie - może usiąść Ci nawet na ramieniu"
Gosia no no ... mmmm... ale teraz będziesz miała branie
a ja to nie???? :looka:
i jak to rosiu stwierdził pytanie konkursowe
To prawy czy lewy ???? :rotfl: :hahaha:
ale to sie tyczy i mnie i feety mojej kochanej
_________________ Widzisz tę noc? Takie noce sie karmi...
No proszę staszka jakie jesteśmy sławne a raczej nie my same, tylko Twoje kropeczki i moje paseczki :hyhy: A co do tego brania to ja dziękuję nie skorzystam Na mnie już ma kto patrzeć :zawstydzony: :kiss2:
stasia pamiętaj! Jeżeli jakiś "ktoś" kiedykolwiek będzie na Ciebie patrzył tylko ze względu na Twoje "kropeczki" to pogoń go czym prędzej bo inaczej ja to zrobię!!! :malysz:
kropeczki...paseczki, ja wszystkie Was dziewczyneczki....
a tak szczerze mówiąc, to cieszy mnie ogromnie fakt, że na nasze wycieczki zaczynają jeździć coraz liczniej przedstawicielki płci przepięknej...
** Dodano: Czw 20 Lip, 2006 **
witam ponownie, tu Rosiu i kolejne plany rowerowo-rekreacyjne. jak zwykle proszę o rozesłanie tej wiadomości do znajomych.
w najbliższą NIEDZIELĘ jedziemy nad Zalew Cieszanowicki, zbiórka o 10.30 pod WSP, zabierzcie stroje kąpielowe jeśli chcecie
a teraz słów kilka na temat wyprawy sierpniowej:
tym razem jest to wyprawa dwuetapowa:
opcja A zaczyna się 31 lipca i trwa do 5 sierpnia, jeździmy po Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich, a może i dalej...
opcja B rozpoczyna się 7 sierpnia i potrwa do ok.16 sierpnia
tym razem brniemy przez Góry Świętokrzyskie...a może i dalej...
dzień 7 sierpnia to coś specjalnego...połączenie obu wypraw...i piknik rowerowy na Wawrzkowiźnie....
każdy kto chce wziąć udział powinien stawić się w Bełchatowie o godz.11.00 a zatem proponowałbym wyjechać z Piotrkowa ok.9.00
naprawdę warto....z tego co mi wiadomo....nie chcę zapeszać ani obiecywać, ale możliwe jest, iż będzie można pojeść/napić się napoju gazowanego... za friko...
a jeśli chodzi o wyprawy, są to eskapady 'partyzanckie' a więc należy zabrać namioty i śpiwory, i wszystko co będzie potrzebne do przetrwania kilku dni w lesie....zakupy robimy po drodze, kąpiele z reguły w rzekach i jeziorach, czyli to co tygryski lubią najbardziej
wszystko zależy od nas....
NIE MA ŻADNYCH OPŁAT
wszelkie pytania jak najbardziej można kierować do mnie, numer GG 8351294
pozdrower i do zobaczenia w siodle
ROSIU
Witam serdecznie, tu znowu Rosiu z kolejnymi planami PGRu
tym razem dwie sprawy:
1. w najbliższy wekend jedziemy na dwuipółdniową mini wyprawę w rejon Przedborza
Ruszamy w piątek o 17.00, zbiórka pod WSP.
Noclegi mamy załatwione w stanicy harcerskiej na Trzech Morgach, koszt jednego noclegu to 5PLN. Tak więc z prostego rachunku wynika, że całkowity koszt tej imprezy, nie wliczając oczywiście jedzenia i picia , wyniesie 5+5=10PLN
w cenę noclegu wliczone są takie udogodnienia jak: dach nad głową i ściany dookoła, łóżko, przysznic, kibelek itp...
zabieramy więc tylko śpiwór i co tam kto potrzebuje by przetrwać.
2. w związku z wyprawą zarządzam spotkanie osób zainteresowanych w środę o godz. 19.00. jest to konieczność, gdyż musimy podać orientacyjną liczbę osób na nocleg, najpóźniej w czwartek.
jeśli nie możesz się zjawić na zebraniu, a jesteś chętny na weekendową mini wyprawę, to proszę o kontakt ustny albo jakikolwiek inny
na zebranie zapraszamy również niezainteresowanych, spragnionych imbiru i pieczonego kartofla, i wszystkich innych....
UWAGA UWAGA!!!
W związku z niewielkim zainteresowaniem mini wyprawą zmieniamy plany...i to drastycznie...
Jedziemy na nocną wycieczkę z ogniskiem.
Zbiórka w piątek 22.09.06 o 19.00 pod WSP/AŚ. Należy zabrać prowiant, śpiwór, karimatę, oświetlenie roweru, ewentualnie namiot.
Celem wycieczki będzie Borowa Góra, gdzie odbędzie się ognisko i tam też spędzimy noc pod gwiazdami.
Powrót w sobote rano...tzn. jak wstaniemy
Prognozy pogody są sprzyjające, a zatem szykuje się niezła impreza...
5 listopada tego roku Piotrkowska Grupa Rowerowa organizowała wycieczke na Niebieskie źródła. Na start pod AS stawiło się nas szejściu z czego jeden bez roweru lecz z parasolką :-) Ze względu na awarie sprzętową jednego z naszej Grupy, musiał on opuścić nas, więc w trase wyruszyliśmy w piątke. Co prawda pogoda była jaka była, ale jak to mówi nasz Prezes ..."nigdy ma złej pogody, tylko są źle ubrani ludzie"...
Wycieczka zapowiadała się całkiem normalnie, do czasu kiedy to jeden z Naszych członków nijaki Rafał zwany jako Brzydal zaproponował abyśmy w odległośi ok 500 m za strzelnicą nie jechali dalej asfaltem, tylko skręcili w las i pojechali terenem, twierdząc ...nie będzie za bardzo błota bo teran jest twardy. Za jego namową ruszyliśmy. Na poczku jechaliśmy tak by się jak najmniej pobrudzić, omijaliśmy kałuże, błoto. Potem tylko cytowaliśmy Brzydala: ...nie będzie za bardzo błota bo teran jest twardy. Jeden z naszych Husky zawrócił do domu. Był z nami tylko aby ochrzcić nową brykę która przeszla sprawdzian. Po około dwóch kilometrach w butach miałem akwarium, tylko rybek brakowało... Wszyscy mieli całe plecy w błocie i nogi do kolan. Co do Prezesa to nie miał błotników, więc nawet twarz miał w błocie. Przestaliśmy omijać kałuże, ponieważ był to jedyny moment aby zmyć z siebie błoto.
Wyjechaliśmy z lasu przed Lubiaszowem, popatrzyliśmy na siebie i stwierdziliśmy że bardziej nie można zmoknąć. Później okazało się że myliliśmy się. Pierwszy postój był w Bronisławowie po to by coś skonsumować i rozgrzać się. Weszliśmy do baru ociekając wodą, błotem i wszystkim tym co można spotkać na leśnych duktach. Dokonaliśmy zamówienia i podchodzimy do stolika. Zdaliśmy sobie sprawe że w takim stanie nie da się usiąść na krzesełkach na których jest materiał bez "pobrudzenia" ich... I znów popatrzyliśmy na siebie... Poprosiliśmy Panią kierowniczke o jakieś foliówki aby sobie podłożyć pod siedzenie i usiąść. Prezes dostał cale drewniane krzesło i był happy, reszta chłopaków usiadła i tylko ja stałem "stepując". W ten sposób wypompowywałem wode z butów. Siedzieliśmy tak sobie konsumowaliśmy zamówienie, jednocześnie patzyliśmy jak robi się pod naszym stolikiem wielka plama wody... Poprostu odwilżeliśmy Po konsumcji zaczeliśmy wstawać i okazało się że Prezes ubłocił całe krzesełko siedząc Była jazda. Co mogliśmy to po sobie zgarneliśmy i pojechaliśmy w dalszą droge. Tutaj musze nadmienić iż zmieniliśmy cel naszej wycieczki... Naszym nowym celem była Moszczenica, aby odwiedzić naszą Drogą, klubową Panią Kierowniczke. Po złapaniu temperatury nadszedł czas na kolejne rozstanie. Nasz Przewodnik terenowy Brzydal odbił do domu...
Została nas trójka. Najbardziej wytrwali z najbardziej wytrwałych Stojąc pod kapliczką w Goleszach Parcelach mieliśmy do wyboru dwie trasy aby dojechać do Pani Kierowniczki: Jechać cały czas pod silny wiatr, czy jechać lasami. Pojechaliśmy lasami. Teraz to dopiero zmokliśmy wodą i błotem. Można powiedzieć że całkowicie wtopiliśmy się i przybraliśmy barwy leśne... Zaczeły się kałuże o długościach i szerokościach ponad 2 metry i głębokościach prawie 50 cm, w dodatku nie do ominięcia. Nie było wyboru jak tylko zmienić przełożenia i przejechać je. Będąc w takiej kałuży nieraz nie widziałem największej zębatki na korbie. Teren którym jechaliśmy był nieporównywalnie gorszy z tym co jechaliśmy do Bronisławowa. Miejscami kręciliśmy korbami, a i tak stalismy w miejscu. Grunt był tak mokry i żadki że nie było widać obręczy i jechalo się bez jakiej kolwiek kontroli kierunku. Matka natura kilka razy dała o sobie znać kiedy to spotykaliśmy na nszej drodze kilka razy sarny i wielkiego jelenia z pięknym porożem, pieszcząc nasze oczy pięknymi wodokami lasu w jesieni. Piękne były...
Kierowaliśmy się czerwonym szlakiem wprost do Moszczenicy. Jadąc cały czas nim po duktach leśnych napotkaliśmy zwrot szlaku wprost w las. Oznaczone było to symbolem czerwonej strzałki w prawo z wielkim wykrzyknikiem. Normalnie nie było jakiej kolwiek ścieszki wjeżdżając w las i każdy z nas praktycznie wjechałw las pod innym kątem. Nasz kompan wyprawy Alex jako jedyny odnalazł szlak i okrzykiem zwołał nas do siebie. Zrobiliśmy sobie krótki postój przy Pomniku Żołnierzy oczywiście ze zdjęciami . Potem to już droga była całkiem przyjazna. Dotarliśmy do Polichna gdzie zrobiliśmy sobie kolejną przerwe aby uzupełnić płyny, tzn. dokładniej to wymienić płyny, ponieważ pijąc je, dołem się wylewały Rosiu pokazywał ludziom sztuczke z rękawiczkami, tym którzy dosłownie gapili się na nas z niedowierzaniem, że w taką pogode jaka była wtedy można jeździć na rowerze i to jeszcze specjalnie po terenie. Wtedy człowiekowi zupełnie inne potrzeby przychodzą na myśl. Ja marzyłem o suchej czapce jak i rękawiczkach.
Po wymianie płynów na ciepłe zostałą nam tylko prościutka droga do Moszczenicy. Prościutka tzn. mam na myśli odcinek drogi który praktycznie nie miał zakrętów, bo jeśli chodzi o warunki pogodowe to jechaliśmy całkowicie pod wiatr z prędkością 13 km/h. To było wyzwanie... Nareszcie dotarliśmy do Moszczenicy i do Agi domu... Oczuwiście przywitał nas najpierw Tolo swym szczekaniem. Aga na nasz widok dostała "dziwny" wyraz twarzy który natychmiast przekształcił się w śmiech i podziw dla nas za pokonaie trasy. Spytaliśmy się Jej raz jeszcze czy wie co robi wpuszczająć nas w takim stanie do swego domu Odpowiedziała ..."chłopaki... nie ma sprawy tylo dywan zwine w pokoju"... Twierdziliśmy że z chęcią i bez jakiego kolwiek obrażania zagościmy się na dworzu lub w komurce, by nie nabrudzić. Aga całkowicie zaprotestowała naszym pomysłom. Jak tylko weszliśmy do domu odrazu zaczeły okna parować, powietrze w domu dostalo taką porcje wilgoci jak w Titanic-u, brakowało tylko ręki na szybie która zsunie się w dół. Podczas zdejmowania wierzchnich ubrań zaczeło syczeć, bąbelki szły i były odgłosy upadających ciągów kroplistych o terakote. Aga rozwiesiła nasze rzeczy przy piecu i zaprosiła do pokoju w którym zwinięty był dywan. Odrazu nam było przyjemnie i byliśmy w siódmym niebie. Gorąca cherbatka, noi gorący posiłek za który jesteśmy Tobie Aguś bardzo, ale to BARDZO wdzięczni !!!!!! Mało tego !!! Jeszcze dostaliśmy przepyszne ciasto, którego smak nie potrafie opisać, lecz nie zapomne go bo ilekroć sobie o nim przypomne to ślina wydziela mi się. mmmm...PYCHOTA !!! Oczywiście Aga zaprosiła naszą przesympatyczną siostre Jole mówiąc do niej przez telefon: ..."przychodź, zobaczysz chopaków jak wyglądają, co bęziesz w domu siedzieć"... Jola przyszła bez wachania noi pierwsze co powiedziała widząc nas to: ...o matko... Spędziliśmy wspólnie bardzo, ale to bardzo miło czas. Znów poczuliśmy silną PeGieRowską więź rodzinną... Żal nam było wyjeżdżać od Agi, ale musieliśmy... To co zostawiliśmy po sobie u Agi nie będe komentował, lecz Kamil by miał niezłe podłoże do zabawy samochodem terenowym na panelach. Byliśmy szczęśliwi z ugoszczenia nas przez Age. Było tak cieplutko... Było... Jak tylko wyszliśmy z domu by wystawić rowery z komurki, nasze ubrania, czapki i rękawiczki momentalnie oziębły i znów trzeba było się rozgrzać przez pedałowaniem do Piotrkowa. Podziękowaliśmy Adze za przesympatyczną gościne, przeprosiliśmy za szczątki lasu pozostawione z naszych ubrań i pożegnaliśmy się jeszcze z Jolą.
Powrót do Piotrkowa rozpoczeliśmy od przebieżki ok 300 m. aby złapać tmp. i wzmóc krążenie. Szybciutko dojechaliśmy do Piotrkowa, gdyż mieliśmy wiatr w plecy gdzie czekała na nas kolejna część Wielkiej Rodziny Masońskiej.
To co opisałem powyżej nie odda i tylko w minimalnym stopniu zbliży to co przeżyliśmy w niedziele, lecz dla nas była to kolejna niezapomniana przygoda i sprawdzenie swoich mozliwości zarówno fizycznych jak i psychicznych.
W sobotę 11 listopada jedziemy na kolejny Tour de... Tym razem będzie to Tour de Wolbórz.
Jeśli warunki na drogach pozwolą pojedziemy terenami leśnymi. Będzie można pooddychać świeżym wiejskim tlenem i obejrzeć sztuczną klacz.
Impreza zakończy się ogniskiem, zatem nie zapomnijcie o kiełbaskach i innych niezbędnych akcesoriach.
W tym dniu w Bogusławicach jest Hubertus - święto myśliwych i jeźdźców, więc przy odrobinie szczęścia uda się zobaczyć ogiery w akcji przewodnikiem na tym odcinku drogi będzie spec od nieparzystokopytnych i nie tylko - Żelek.
No i ubierzcie się ciepło. Wprawdzie prognozy na ten dzień są optymistyczne, ale to już listopad, upału nie będzie... START: 10:30 spod WSP/AŚ !
Tour de Wolbórz uważam za niepowtarzalną impreze !!! :super: :super: :super:
Było cudownie... Dziękuje Żelkom za gościne i trud włożony w ugoszczenie nas, za krokiety których niejadłem zmaczniejszych w świecie, a jestem smakoszem ich niesłychanym, za ciepło włożone w całe przedsięwzięcie, za spontaniczność, wyrozumiałość chwilami i wytrwałość z której należy czerpać siłe i nie poddawać się a zwaszcza dziękuje Żelkowi - Kasi za to iż była naszym Przewodnikiem wyprawy po okolicach (i nie tylko).
Dziękuje Wam wszystkim którzy byliście i swoją osobowością połączyliście się by kolejna wycieczka rowerowa pod patronatem PRG-u na zawsze zapadła w naszych pamięciach. Najchętniej wyściskał bym Was wszystkich za to iż jesteście, za to że w gruncie żeczy tworzymy jedność, przy tak różnych i skrajnych osobowościach, harakterach sposobach bycia.
Jesteśmy dowodem na to że życzliowść i dobre serce pokonają wszystkie problemy !!!
DZIĘKUJE WAM !!!!!!!!
P.S. Nigdy nie zasypiałem przy takiej muzyce, rytmie i wyliczaniu taktu. Było CUDNIE.... !!!
:super: :super: :super: :super: :super: :super: :super: :super: :super: :super: :super: :super: :super:
Wszystkich chętnych zapaleńców informujemy iż jutro, czyli w niedzielę, jedziemy na Niebieskie Źródła. Zbiórka o 10 rano, jak zwykle pod AŚ. I nie wykręcajcie się meczem o złoto siatkarzy, bo postaramy się podjechać sobie do jakiegoś lokalu, coby nam to arcyważne wydarzenie nie przepadło. POZDROVER!! :punk:
Dnia 13/14 stycznia 2007r. Piotrkowska Grupa Rowerowa w składzie:
- Prezes ROSIU,
- Kierowniczka AGA,
- Stara FITKA,
- Karol OWCA,
- Piotrek PIOTREK,
- ja ZIGI
oficjalnie rozpoczęliśmy SEZON 2007
Na dzień dobry pogoda nas nie rozpieściła. Mieliśmy cały czas wiatr w twarze, co powodowało walkę z nim, którą oczywiście wygraliśmy, choć nie było łatwo. Momentami jechaliśmy 8 km/h gdyż tak wiało że nie szło obrócić korbą szybciej. Momentami wiatr znosił nas na pobocze, gdyż w drodze do kamieńska droga ma dwa silne zakręty zmieniające naszą pozycję względem wiatru. Po drodze chwilami słuchać było jak każdy coś "mamrocze" do siebie i mobilizuje się w ten sposób do dalszej walki z wiatrem. Większość rozmów jakie przeprowadziliśmy na rowerach była wydłużona sporo o słowa takie jak:
- co ?,
- powtórz,
- nic nie słyszę.
Kierowniczka miała dość co było widać po jej spojrzeniu, lecz nie poddała się i jechała z nami dalej. Zrobiliśmy sobie 3 postoje by zregenerować się i opróżnić nozdrza W między czasie trwały pertraktacje telefoniczne do tego by reszta PGR-u, Ci którzy nie mogli z nami jechać z różnych powodów dojechała do nas autem lub pociągiem późnym wieczorem.
Do kamieńska dojechaliśmy w godzinę 40/50. min i na widok bramy Prezesowskiego domu uśmiechy były wielkie