Panel użytkownika
Nie masz konta? Możesz je założyć
Dzisiaj jest środa,
08 lutego 2012
Imieniny:
Irminy, Piotra i Sylwii
Ankieta
Tak
Nie
Nie mam zdania
Kupie sobie kapcie
"By nie do końca ufać Panu z mikrofonem" – wywiad z Czesławem Śpiewa 12.12.2009

Zdystansowany a jednak otwarty na wszelkie dyskusje o muzyce, zaraz po koncercie w piotrkowskim MOK’u, Czesław Mozil tłumaczy, dlaczego nie lubi szufladkowania czy określenia muzyka poważna.

 

Próbowałeś przygotować widzów, wprowadzić ich swoją przemową, dlaczego?


Czesław: No nie wiem.. A było fajnie?

 

Według słuchaczy jak najbardziej! Od Ciebie chciałybyśmy usłyszeć, czy równie fantastycznie się grało? Był to koncert akustyczny. Jest różnica między wystąpieniem akustycznym a zagraniem z wykorzystaniem pełnego repertuaru instrumentów, między innymi perkusji?


Czesław: Mamy takiego fuksa, że generalnie gramy na akustycznych instrumentach, więc ten akordeon jest wzmacniany, ale nadal jest akustyczny. Sopran, baryton saksofonowy również były dziś wzmacniane. Podobnie nagranie unplugged Hey’a. Tam nic nie było unplugged, wszystko było bardzo plugged, było z prądem, tylko że w troszeczkę innych aranżacjach.

 

Dzisiaj było chyba dużo ludzi, którzy na początku nie do końca wiedzieli (może byli pierwszy raz), jak zareagować, czy można bić brawo w taki, czy inny sposób. Ja w razie czego chciałbym pokazać im mały dystans. Nawet nie, że prowokuję. Jak mówię ludziom: „Pamiętajcie, teraz tworzymy dystans miedzy sobą”, to oni ewentualnie wierzą w to. A kiedy mówię: „Zburzymy ten dystans”, to może do końca nie wiedzą, o co mi chodzi. Dla mnie to jest próba oswojenia i powiedzenia: „To jest to, co robimy” a Wy znacie może 1/20 tego. My zaś cieszymy się bardzo i gramy Wam koncert, tak jak my go widzimy.

 

Dzisiaj zagraliśmy szczerze i mogę powiedzieć, że do końca nie wiedzieliśmy, jaką kolejność utworów mamy zagrać.

 

Czyli naprawdę nie było setlisty?


Czesław: Nie było jej, dlatego że zespół przyjechał dzisiaj a ja leżałem na antybiotykach po trasie Trójka Tour. Dopiero jutro ogramy pare rzeczy w samochodzie. Dziś zagraliśmy kilka kawałków, których nie graliśmy ostatnio. Jeżeli zaś chodzi o brak profesjonalizmu, o wycieranie kurzu z kontrabasu (na scenie), to jest to robione specjalnie. Nawet nie zauważyliśmy, że instrument był zakurzony. Mogę stać przed lustrem, żeby dobrze wyglądać, ale nie myślę o tym kontrabasie.

 

Czyli nie każdą rzecz można ogarnąć?


Czesław: Nie można ogarnąć i się nie powinno. Wyobraź sobie, że wtedy jest wielka wtopa. Wchodzi się na scenę, bo się jest wielką gwiazdą. Wtedy coś jest nie tak. Niektórzy nie ogarniają, że ktoś pierdnął, ale to jest normalne, że coś się stało nie tak, więc co teraz? To jest porażka? Nie ma porażki. Chodzi o to, jak zareagujesz własną głową.

 

Co dla pana jest porażką w takim razie?


Czesław: Nie wiem.

 

Co byłoby kompletną klapą na scenie?


Czesław: Kompletną klapą byłoby gdybym czuł, że naprawdę nie mam ochoty dzisiaj tutaj stać. To jest forma, na którą tylko ja mogę sobie pozwolić, bo jeden krytyk by powiedział: „To jest cudowne”, ale inny by stwierdził: „Właśnie przez to wyluzowanie możesz sobie pozwolić na porażkę”. Czy publiczności chodzi jednak o to, żeby przyjść na porażkę? Że coś będzie nie tak, czy się ewentualnie sfałszuje, czegoś nie zagra.

 

Nawet jeśli komentarze są fajne, a jedna osoba powie: „To jest straszne”, wtedy się człowiek przejmuje. Każdy się przejmuje, nie ma takiego człowieka, który tego nie robi. Pewnie, że ma się gdzieś tam jakiś filtr, tylko mi chodzi o to, że jest odwrotnie. Jeżeli dzisiaj będzie jedna osoba z całej publiczności, która za 10 lat pomyśli: „To był świetny wieczór”, to było warte, to miało jakiś sens! Więc jestem wielkim szczęściarzem, że mogę to robić tak, jak robię. Jednak jak dziś graliśmy, to miałem poczucie, że to nie jest klubowy koncert, że to nie są młode dziewczyny i chłopcy, którzy krzyczą i nie możesz sobie pozwolić na wszystko, ale dalej pozostaję szczery. Dalej śpiewam piosenkę o kokainie, ale nie będę wtedy o tym mówił, powiem że to jest o miłości, bo to jest o miłości, lecz czy to jest takie ważne o czym? Czy będziemy wchodzić w tematykę o czym każda piosenka jest? Czy to jest ważne, jak śpiewam o homofobii, o tolerancji? Odbierasz to jak chcesz. Jeżeli przez cały koncert ktoś siedział i myślał: „Cudowny koncert” i nagle puszczą temat, z którym on się nie zgadza, to znaczy, że wtedy nie możemy znaleźć się przy piwie? Możemy! I tak ma to funkcjonować. Nie mówię, że masz mieć taki a taki pogląd, tylko chcę powiedzieć: „Dzięki Bogu, że mamy różne poglądy”. Dzisiaj nie panowaliśmy do końca nad koncertem, zapomniałem kilku piosenek, nie do końca wszystko zagraliśmy, ale wszystko wyszło naturalnie, co było świetnym przeżyciem! Potem cudownie było spotkać ludzi i zobaczyć, jak oni się cieszą. Są ludzie, którzy mieli świetne przeżycia, a to jest dla mnie bardzo ważne.

 

Jakie relacje panują w zespole?


Czesław: Jesteśmy wychowani na różnej muzyce. Kontrabasista jest metalowcem, ja studiowałem muzykę poważną. Nie można szufladkować, to jest zupełna bzdura. Gra się, współgra i dyskutuje czy to jest fajne czy nie, czy nam się to w ogóle podoba. Tak, żeby była jakaś ewolucja, cały czas. Nie tylko muzyczna, ale również w miłości czy w sposobie bycia.

 

Jak określiłbyś muzykę, którą tworzycie?


Czesław: To jest pop, troszeczkę alternatywny, kabaretowy, teatralny, wykonywany przez muzyków, którzy czasami za dużo nut grają.

 

A jak jest z doszukiwaniem się elementów folklorystycznych w tym popie?


Czesław: Mnie się zdaje, że jest bardzo mało folkloru, ale niechcący jest dużo czegoś harcerskiego, bieszczadzkiego (bo byłem harcerzem i śpiewałem mnóstwo piosenek przy ognisku), ale tak łatwo to zaszufladkować. Czy to jest folklor? Mnóstwo ludzi po koncercie przychodzi i mówi: „Czesław, to jest punk!” Przecież punk nie jest taki, jaki był kiedyś w latach 80-tych. Nienawidzę jak ktoś mówi: „Ty masz zły gust muzyczny, bo słuchasz takiej muzyki a Ty takiej” lub „Skoro słuchasz czegoś takiego, to wtedy musisz być w takiej społecznej klasie”. To jest wielka bzdura. Mozart kiedyś był największym folklorem i tego folkloru mozartowego było mnóstwo, a teraz nazywamy to muzyką poważną. W języku polskim używa się określenia muzyka poważna. Nie ma czegoś takiego w angielskim czy innych językach. Można tylko mówić muzyka klasyczna. To, co nie jest muzyką poważną, jest muzyką rozrywkową. Mozart był muzyką rozrywkową a stał się muzyka poważną! Był wielki, tylko ich było mnóstwo a my pamiętamy tylko geniuszy. Tak samo za 500 lat, będziemy pamiętać bardzo, bardzo mało rzeczy. Niewiele przetrwa.

 

Ja się cieszę, że mogę grać piosenkę o alkoholu, w której jest melodia. Dzisiaj Marcin mówi: „To zagram to na pianinie”, kiedy miał to grać na akordeonie. To jest piosenka, a jak ona jest fajna, to jakoś tam się obroni.

 

Czyli instrument w tym momencie w ogóle nie jest ważny?


Czesław: Jest raczej drugoplanowy, to zależy od dystansu z jakim do niego podchodzisz. Jak się nie ma dystansu do akordeonu to traktuje się go za poważnie. Czasami trzeba wiedzieć, kiedy twój instrument brzmi fajnie, a kiedy nie powinieneś na nim grać.

 

Jak odnosisz się do estetyki kiczu? Posługiwanie się kiczem jest jak igranie z ogniem. Nawet jeśli próbujemy przemycić jakieś emocje, to łatwo możemy zostać posądzeni o infantylizm.


Czesław: Bardzo luźno do niego podchodzę, ponieważ sądzę, iż granica między kiczem a tym, co niektórzy nazywają sztuką jest strasznie, strasznie cienka. Trzeba bardzo uważać, bo to tylko chodzi o emocje. Nie wiem, gdzie ta granica jest. Nie będę osądzał, czy ludzie mają dobry czy zły smak muzyczny, bo ja sam go nie znam, ale dobrze wiem, że jak jestem w studiu i każę koledze zagrać szybką solówkę, która będzie w tle, to wiem, że wtedy ludzie będą twierdzić, iż brzmi to jak lata 80-te. W popkulturze uznaje się zaś, że nie gra się już więcej solówek. Co dopiero sopranowy saksofon, to przecież lata 90-te, długie włosy Michael Bolton – to jest kicz! Trzeba wyluzować troszeczkę.

 

Ogólnie rzecz ujmując, można powiedzieć, że nie uznajesz granic, a jeśli faktycznie są, to je po prostu łamiesz, szczególnie jeśli chodzi o ograniczenia stereotypowe, tak?


Czesław: Tak. Sądzę, że powinno być tak: jest scena i Pan z mikrofonem, któremu nie można do końca ufać.

 

Magdalena Telążka

Dorota Wygaś

Komentarze
brak komentarzy
dodaj komentarz
alepiotrkowpiotrkowlaweczkamokosirpilkaukshelios