Gdyby tylko wyciąć gęste trzciny porastające brzegi Małego Bugaju, akwen byłby rajem dla miłośników windsurfingu.
Rajem o tyle cennym, że w granicach miasta, co obniżałoby koszty uprawiania tego sportu. Tak uważają doświadczeni windsurfingowcy, którzy z trzcinami dają sobie radę, ale z urzędnikami, których chcą przekonać do wycięcia trzcin, już nieco gorzej.